ZadzwońRezerwacja

PŁYWANIE NA BYLE CZYM – WYSOKOŚĆ NAGRÓD Polska

PŁYWANIE NA BYLE CZYM
WYSOKOŚĆ NAGRÓD

Każdy z nas ma w sobie żyłkę rywalizacji, a przynajmniej zawsze nadzieję że może jego pomysł jest najlepszy i właśnie to on wygra. Takiej drugiej imprezy jak „Mistrzostwa w pływaniu na byle czym” nigdzie w Polsce nie ma, a odbywa się corocznie w ostatnią niedzielę lipca (w tym roku 30 lipca). W tegorocznych zawodach jedni kandydaci zrobili wrażenie na tłumie swoją pomysłowością, zaś inni wywołali niesmak. Zawodnicy poszli nie tylko na łatwiznę z konstrukcją, a dodatkowo nie płynęli sami a byli holowani motorówkami.

Zawodnikiem który wzbudził prawdziwe zainteresowanie i podziw był z pewnością nazwany przeze mnie „Pan ptaszek”. Trudno było zauważyć który numer miał zawodnik, jego pływało było jedną z dwóch konstrukcji które faktycznie samodzielnie utrzymywały się na wodzie. Dodatkowo starszy Pan poruszał się po tafli wody między statkami wycieczkowymi dzielnie napędzając pływadło pracą własnych mięśni. Tym bardziej to było zaskakujące było to, że machiną sterował senior żwawy bardziej niż nie jeden z młodych uczestników. Jego konstrukcja urządzenia nie tylko samodzielnie utrzymywała się na widzie ale też za sprawą i siłą własnych mięśni płynęła przed siebie, a ptak poruszał skrzydłami.

 

Pływadło „King Staś i Nel” zrobiło prawdziwe SHOW Mistrzostw w Pływaniu. Konstrukcja została wykonana z niezwykłą starannością i efektami specjalnymi. Słoń samodzielnie płynął, poruszał uszami oraz z trąby wypluwał wodę. Dodatkowo załoga sterownicza składała się z dwójki młodych dzieci które wcieliły się w bohaterów powieście Henryka Sienkiewicza „W pustyni i w puszczy”.

TŁUM OCZAROWANY SMERFAMI

Pamiętacie te słowa

„Hej, dzieci, jeśli chcecie Zobaczyć Smerfów las Przed ekran dziś zapraszam was! „?

Ekipa smerfów zrobiła prawdziwy pogrom wśród publiczności. Nie było osoby która przechodząc alejką uczestników nie chciałaby zrobić sobie z nimi zdjęcia. Oczywiście i ja tam byłam i zdjęcie ze smerfami sobie zrobiłam:P

NAGRODY

Od mieszkańców dowiedziałam się, że dotychczas to publiczność głosowała kto otrzymuje główną nagrodę, a w tym roku to jury o tym decydowało. I w taki to sposób największe wrażenie zrobiła konstrukcja „King Stasia i Nel” z Krakowa. Laureaci otrzymali w nagrodę dostaną 6 tysięcy złotych.

Drugie miejsce zdobyło militarne pływadło „Wschodzące Słońce Narodów” dostał 5 tysięcy złotych.

Trzecie miejsce i 4 tysiące złotych jury przyznało pływadłu „Faworyt” z Czarnej Białostockiej za Kota w butach.

Trzy pływadła: „Stary Browar” z Kędzierzyna Koźla, „Gołębica nr 1051” z Ciechowic oraz „Augustów Wypoczynkowy – Kwiat Północnego Wschodu” z Czeremchy dostały po 2 tysiące złotych.

Czy faktycznie zwyciężyły najlepsze pływadła? Ten kto przypatrywał się wszystkim pływadłom od razu może odpowiedzieć na to pytanie że stanowczo NIE. Jak dla mnie te zawody były ustawione i wygrali jedynie ci którzy co od kilku startują w tych zawodach w efekcie wygrali inni nie mieli szans. Prowadzący imprezę sam nawet to podkreślił, że trójka lauratów to coroczni zwycięzcy. Ze swojej strony powiem, że tylko „King – Staś i Nel” powinni stać na podium.

„Pływanie na byle czym” to dla Augustowa jeden dzień, który można nazwać żyłą złota. Z całej Polski, zjeżdża się tłum ludzi, żeby podziwiać na jakie pomysły można wpaść i to żeby jeszcze samodzielnie utrzymywało się na wodzie. Augustów przez dwa miesiące lipie-sierpień traktowany jest za letnią stolicę Podlasia. Wtedy miasto kwietnie życiem i stara się na turystach zarobić ile się da. łatwo to można było zauważyć nawet po samej imprezie „Pływania na byle czym”. Główne zyski pochodzą ze rejsów statkami. Sama impreza „Pływania na byle czym” trwa 3h i na ten czas statki powinny przez te 3h mieć zakaz pływania. Natomiast dosłownie pływały jak opętane przeszkadzając zawodnikom w pływaniu. I tak też w pewnym momencie nastąpił wypadek zderzenia pływadła ze statkiem, które w wyniku tego zatonęło. Jury zachowało się honorowo i poczuło do odpowiedzialność za to zdarzenie i wręczyło nagrodę pocieszenia dla ekipy z Wrocławia, której pływadło „Parowóz” zatonął. W relacjach z imprezy w artykułach można przeczytać, że kilka ekip dostało też po 1,5 tys. złotych za sam start w zawodach. Jako nowość tegorocznych zawodów tylko jakoś nikt o tym w władz jakoś nie wspomniał. Ponoć pływadła które spełniły warunki i zbudowały wehikuł zgodnie z tym projektem mogły otrzymać wsparcie finansowe na jego budowę tylko jakoś nikt o tym nie słyszał, a wręcz jeden z uczestników jak się dorwał do mikrofonu to dziękował firmom które ufundowały elementy jego konstrukcji za wsparcie. Z mojej perspektywy był to odwet za niby otrzymywane wsparcie. Owszem może władze przeznaczyły na ten cel środki, ale czy one faktycznie dotarły w ręce uczestników?

PROPONOWANE WPISY


Recommended Posts

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *